Zaparowany obiektyw – jak uniknąć rosy na soczewkach

Zaparowany obiektyw - Efekt zaparowanych soczewek obiektywu na zdjęciu.

Każdy, kto ma za sobą kilka nocnych plenerów fotograficznych, na pewno przynajmniej raz spotkał się z problemem zaparowanego obiektywu. Jest to chyba jedna z najbardziej demotywujących rzeczy, jakie mogą się przydarzyć w trakcie nocnego fotografowania. Zaparowany obiektyw to zmora astrofotografów i nic innego, jak tylko mała katastrofa. Bo jak inaczej nazwać stracone kilka godzin spędzonych w chłodzie i ciemności z nadzieją na efektowne zdjęcie?
Na szczęście fotograf nie stoi w takiej sytuacji na straconej pozycji i za pomocą kilku prostych trików może wygrać tę nierówną walkę z zaparowującym obiektywem.

Zaparowany obiektyw

Zaparowany obiektyw to nic innego jak para wodna, która pokrywa przednią soczewkę obiektywu. Zaczyna się bardzo niewinnie od cieniutkiej, lekko widocznej warstwy, która spowoduje spadek ostrości i kontrastu na naszych zdjęciach. Z biegiem czasu kropelki wody zaczynają się robić coraz większe rozmazując zupełnie rejestrowany obraz. W skrajnych przypadkach cały aparat wraz z obiektywem może być mokry. Opisane zjawisko to nic innego jak najzwyczajniejsza rosa.

Kiedy zaparuje

Rosa, która osadza się na różnych przedmiotach, w tym na naszym sprzęcie fotograficznym, powstaje w wyniku kondensacji pary wodnej zawartej w powietrzu. Dochodzi do tego na wychłodzonych przedmiotach i powierzchniach, których temperatura spada poniżej temperatury tzw. punktu rosy. To właśnie wtedy następuje skraplanie pary wodnej na zimnych powierzchniach.
Na nieszczęście astrofotografów w bezchmurne noce, które tak kochamy, bardzo szybko następuje radiacja ciepła do atmosfery. Bez pokrywy z chmur tworzącej swoistą barierę następuje błyskawiczny spadek temperatury i wytwarzają się idealne warunki dla powstania rosy. Oczywiście w powietrzu musi być jeszcze wilgotność. Z tą mamy najczęściej do czynienia jesienią i wiosną. W ciepłe letnie noce lub mroźne, suche noce raczej nie musimy się obawiać rosy.

Poniżej krótki film z jednego z ostatnich plenerów. Widać, pomimo przecierania co jakiś czas obiektywu, jak przednia soczewka pokrywa się co chwilę rosą.

Prognozowanie rosy

No dobrze, wiemy już, w jakich warunkach zaparuje nam obiektyw i kiedy fotografowanie może być niemożliwe. Na szczęście dzisiejsza technika pozwala nam prognozować, kiedy to nastąpi. Z pomocą przychodzi numeryczna prognoza pogody ICM ze swoim modelem UM. Możemy z niego z łatwością odczytać przewidywalną temperaturę punktu rosy oraz temperaturę powietrza. Gdy na wykresie obie te krzywe się przecinają, możemy spodziewać się w terenie problemów.
Oczywiście są to dane prognozowane, mocno uśredniane i powinniśmy je traktować jako wskazówkę, a nie pewnik. W plenerze może to wyglądać trochę inaczej. Zwłasza gdy fotografujemy np. nad rzeką lub innym miejscu z własnym mikroklimatem.
Jak sobie radzić w takich przypadkach? Trzeba obserwować to, co się wokół nas dzieje. Rosy możemy się spodziewać w pierwszej kolejności tuż przy gruncie. Najpierw mokra zrobi się trawa, a wraz z nią nasze buty. Następnie woda zacznie się skraplać na nogach naszego statywu. I to jest ostatnia chwila, aby podjąć jakieś kroki zapobiegawcze, bo już za chwilę woda znacznie się skraplać na aparacie i obiektywie.

Numeryczna prognoza pogody ICM

Zapobieganie zaparowaniu

Chcąc zwiększyć swoje szanse na udaną nocną sesję powinniśmy zwrócić uwagę na kilka rzeczy.

Odpowiednia pogoda

Chcąc uniknąć niespodzianki w postaci zaparowanego obiektywu, w pierwszej kolejności sprawdzamy warunki atmosferyczne. Przy wietrznej pogodzie możemy przestać nerwowo zerkać na nasz obiektyw. Wiatr świetnie zapobiega osadzaniu się pary wodnej na przedniej soczewce. Podobnie sprawa wygląda w przypadku ujemnych temperatur. Mroźnej pogodzie najczęściej towarzyszy suche powietrze, przy którym również nie musimy się obawiać zaparowanego obiektywu. Czasem przy ujemnych temperaturach możemy zostać zaskoczeni przez szadź. Jednak by ta powstała, potrzebna jest spora ilość wilgotnego powietrza, często w formie mgły, lub zamglenie. Szczerze mówiąc nie przypominam sobie, abym kiedykolwiek miał problem z szadzią lub szronem na aparacie. No chyba że przy dużym mrozie zaczniemy dmuchać i chuchać na aparat mając przez dłuższy czas oko przełożone do wizjera.
Niestety zarówno wiatr jaki i mróz, które pozwalają cieszyć się suchą przednią soczewką, sprawiają, że fotografowanie jest delikatnie mówiąc mało komfortowe.

Wysoko położone miejsce

Kolejną rzeczą, na którą powinniśmy zwrócić uwagę jest miejsce, w którym będziemy fotografować. Jak już pisałem, rosa zaczyna osiadać od najniżej położonych miejsc, dlatego powinniśmy unikać rozstawiania statywu w zagłębieniach terenu. Zdecydowanie lepiej poszukać kadru na jakimś wzniesieniu czy małej górce. Dobrym wyborem będzie też fotografowanie z jakiegoś tarasu lub dachu budynku. Generalnie im wyżej tym lepiej.

Aparat jak najwyżej od ziemi

Z tego samego powodu powinniśmy unikać żabiej perspektywy czyli rozkładania aparatu tuż nad ziemią. W takim przypadku zanim dobrze się rozkręcimy i ustawimy kadr możemy mieć już zaparowany obiektyw. Dlatego warto rozłożyć statyw maksymalnie jak to tylko możliwe. Im wyżej zamontujemy aparat tym, później osiądzie na nim rosa.

Osłona przeciwsłoneczna

Używanie osłony przeciwsłonecznej w nocy może się wydawać bezsensowne, jednak wbrew pozorom warto z niej korzystać. pozwoli ona zapobiec lub przynajmniej ograniczyć powstawanie odblasków i bloków od źródeł światła takich jak latarnie czy Księżyc.
Dodatkowo osłona przeciwsłoneczna przeciwdziała wychładzaniu się przedniej soczewki. Im bardziej poziomo będzie ustawiony obiektyw, tym skuteczniejsza będzie osłona. Kierując obiektyw w górę mocno ograniczymy działanie osłony.

Powyższe metody nie zawsze się sprawdzają i w niesprzyjających warunkach wcześniej czy później przednia soczewka naszego obiektywu zaparuje. Dodatkowo, chcąc fotografować tylko przy wietrznej pogodzie, stojąc na jakimś wzniesieniu, z maksymalnie rozłożonym statywem będziemy bardzo ograniczeni. A tego chcemy oczywiście uniknąć.

Fotografujemy bez rosy

Na szczęście prawa fizyki są po naszej stronie i nie jesteśmy skazani na porażkę. Skoro rosa osadza się na wychłodzonych przedmiotach, to nie możemy dopuścić do tego, aby nasz obiektyw osiągnął temperaturę niższą niż temperatura punktu rosy. Oby to osiągnąć wystarczy delikatnie podgrzać przednią soczewkę. Czym można ogrzewać obiektyw?

Suszarka do włosów

To urządzenie, bez którego nie wyobrażają sobie życia kobiety, jest też bardzo często wykorzystywane przez astromaniaków. Wystarczy przez chwilę skierować strumień ciepłego powietrza na obiektyw, by pozbyć się pary wodnej.
Używanie suszarki ma jednak swoje wady. Po pierwsze wymaga dostępu do źródła zasilania 230 V lub ewentualnie przetwornicy akumulatorowej. Są oczywiście suszarki zasilane z gniazdka samochodowego, jednak raczej nie kupimy ich w każdym sklepie. Poza tym rozładowanie akumulatora samochodowego w środku nocy, gdzieś z dala od cywilizacji, nie pozostawi miłych wspomnień.
Kolejny minus używania suszarki to konieczność jest częstego używania. Przy dużej wilgotności z suszarki trzeba korzystać dosłownie co kilka minut.
Nie można też zapomnieć o negatywnym wpływie falującego, ciepłego powietrza na jakość naszych zdjęć. Dlatego ogrzewanie suszarką dobrze jest robić w przerwach pomiędzy kolejnymi ekspozycjami.

Ogrzewacze do rąk zapobiegające zaparowaniu obiektywu

Ogrzewacz do rąk

Do podgrzania soczewek obiektywu spokojnie wystarczy również chemiczny ogrzewacz do rąk. Dokładnie taki sam jaki się stosuje w zimie i trzyma w kieszeni lub wkłada do rękawiczek. Na rynku dostępne są dwa rodzaje takich ogrzewaczy:
Wielorazowe, które po użyciu możemy ponownie „naładować” gotując je przez chwilę w wodzie. Po zapoczątkowaniu reakcji chemicznej poprzez naciśnięcie znajdującej się w środku blaszki, natychmiast wydzielają ciepło. Niestety wyższą temperaturą możemy się cieszyć przez dość krótki okres czasu. W zależności od modelu może to być ok 45 minut. W chłodną noc należy raczej spodziewać się ciepła przez 15 do 20 minut.
Jednorazowe, które po użyciu można jedynie wyrzucić. Zaczynają działać w kontakcie z powietrzem, po wyjęciu ze szczelnego woreczka, w którym są sprzedawane. Ciepło wydzielają stopniowo, rozgrzewając się z czasem. Ich największą zaletą jest długi czas działania, dochodzący nawet do 12 godzin.
Do naszych celów zdecydowanie lepszym wyborem są ogrzewacze o dłuższym czasie działania. Wystarczy je wyciągnąć z opakowania, owinąć dla bezpieczeństwa kawałkiem szmatki i za pomocą gumki recepturki przymocować pod obiektywem, w okolicy przedniej soczewki. Gdy sesja fotograficzna jest krótka możemy taki częściowo wykorzystany ogrzewacz zamknąć w hermetycznym woreczku strunowym i spożytkować jego czas działania podczas kolejnego pleneru.

Grzałka

Chyba najlepszym i najpewniejszym rozwiązaniem jest zastosowanie grzałki na obiektyw. Sprzęt taki można kupić w sklepach z akcesoriami dla astroamatorów. Jest to jednak dość drogi interes. Zdecydowanie tańsza opcja to wykonanie takiej grzałki samemu. Tym bardziej, że nie jest do tego potrzebna żadna wiedza tajemna, a niezbędne materiały ograniczają się do kilku oporników, kawałka drutu oraz taśmy izolacyjnej. Szczegółowy opis jak, wykonać samodzielnie grzałkę, znajdziecie tutaj.
Oczywiście tak jak poprzednie, również to rozwiązanie nie jest idealne. Minus to konieczność zakupu akumulatora wraz z ładowarką (prostownikiem). Na szczęście świetnie się sprawdza mały i w miarę lekki, żelowy akumulator stosowany m.in. w kasach fiskalnych.

Moja grzałka to bardzo prowizoryczna robota. Powstała z kilku oporników i kawałka srebrnej taśmy montażowej. Jak to bywa z prowizorkami, służy aż do dziś.

Grzałka na obiektyw zapobiegająca zaparowaniu

Pogodnych i suchych nocy!

Mam nadzieję, że udało mi się choć trochę pomóc w, wydawać by się mogło, nierównej walce z siłami natury. Trzymam kciuki, aby zaowocowało to wieloma nieprzespanymi nocami oraz całą masą świetnych fotografii nocnego nieba.
A może macie jakieś inne pomysły, jak sobie poradzić z rosą? Jakieś swoje patenty na suche soczewki. Koniecznie napiszcie o tym w komentarzach.

Piotr Potępa

Podobało się? Poleć lekturę znajomym! Polub Nightscapes na Facebooku! Masz jakieś pytania lub sugestie odnośnie tematu który powinienem poruszyć? Skomentuj lub napisz do mnie maila.

Może Ci się również spodoba

  • Koziołrogacz

    Solidne kompendium wiedzy na temat jak walczyć z największą zmorą astrofotografii. Dzięki za podzielenie się doświadczeniem.Grzałka na obiektyw chyba rzeczywiście jest najlepszym sposobem. Próbowałem też zastosować wiatraczek z zasilacza komputerowego o średnicy 80 mm, zamontowany tak by dmuchał przed soczewką obiektywu symulując lekki wietrzyk. Przy horyzontalnym położeniu obiektywu, jak również przy odchyleniu o 40 – 50 stopni w górę, zdawał egzamin. Czy poradzi sobie w pionie, nie wiem – jeszcze nie testowałem.

    • Wiatrak komputerowy to faktycznie kolejna metoda, która powinna się bardzo dobrze sprawdzać. Problem może stanowić jego odpowiednie ustawienie. Jak sobie z tym radzisz? Jakiś specjalny uchwyt? Z jakiej odległości dmucha wiatrak?
      Z doświadczenia wiem, że każdy dodatkowy element to straszny kłopot w plenerze. Jeśli już trzeba brać w teren zasilanie to chyba lepiej postawić na grzałkę.

      • Koziołrogacz

        Wiatraczek przymocowałem do klipsa od starej kamerki internetowej, więc można go uczepić byle gdzie. Mocuje go zwykle w odległości 10 – 15 cm od obiektywu. Oczywiście do zasilania służy niewielki akumulator żelowy 12V który może z powodzeniem zasilać grzałkę. Zaś sama grzałka z rezystorów od dwóch lat leży w szufladzie niedokończona, bo ja mam taki słomiany zapał, że jak czegoś nie zrobię od razu, to potem trudno mi do tego wrócić.