Perseidy 2015 Fotorelacja znad Jeziora Rożnowskiego

Perseidy 2015 fotorelacja. Deszcz Perseidów.

Deszcz Perseidów. Multiekspozycja (D700, Falcon 14mm, F/2.8, 25s, iso 2000).

Perseidy – warunki idealne

Dawno nie było tak długiego okresu bez opadów, a co za tym idzie, bez chmur, jak tegoroczny sierpień. Miesiąc ten przejdzie chyba pod tym względem do historii. Pierwszy raz odkąd bardziej świadomie spoglądam w niebo, miałem tak dobrą pogodę przez trzy noce z rzędu kiedy aktywność Perseidów jest największa. Bezchmurnych i bardzo ciepłych nocy nie sposób było nie wykorzystać. Również Księżyc będący blisko nowiu był w tym okresie bardzo łaskawy i ułatwiał obserwację jak tylko mógł, nie rozświetlając swoim blaskiem nieba. O tak, tegoroczny sierpień na długo zapadnie w pamięci wszystkim miłośnikom nocnego nieba.

Perseid i Dorga Mleczna

Perseid na tle Drogi Mlecznej (Nex-6, zenitar 16mm, F/4, 20s, iso 1600).

Kamera, akcja

W zeszłym roku po polowaniu na Perseidy okazało się, że mam tak dużo zdjęć, że warto było z nich zrobić film poklatkowy czyli timelaps. W tym roku z góry założyłem, że musi powstać kolejny film i to właśnie pod tym kątem starałem się wybierać kadry na nocne wyprawy. Czasami fotografowanie rozpoczynałem jeszcze przed zachodem Słońca chcąc pokazać moment pojawiania się gwiazd na niebie. Starałem się wykorzystywać każdą w miarę wolną chwilę na fotografowanie ciesząc się tak ładną pogodą. Czasem ten brak chmur wręcz mi przeszkadzał. Momentami wręcz żałowałem, że nie ma na niebie żadnych obłoków, które dodałyby trochę dynamiki w zaplanowanych kadrach. Z drugiej strony cieszyłem się, bo brak chmur oznaczał zdecydowanie większą szansę na sfotografowanie Perseidów, a tak naprawdę to był główny cel.

Perseid Jezioro Rożnowskie

Perseid nad Jeziorem Rożnowskim (D700, Falcon 14mm, F/4, 25s, iso 3200).

Ciężkie noce

I tak dzięki dobrej pogodzie fotografowałem w nocy od 6 do 14 sierpnia. W każdą noc! Dziewięć nocy z rzędu. Pierwszy raz zrobiłem tak długi nocny maraton. Oj nie było łatwo. I nie chodzi nawet o te kilka zarwanych nocek, ale o warunki podczas tych nocy. Te były idealne dla romantycznych obserwacji spadających gwiazd. Z punktu widzenia astrofotografa idealne warunki to chłodna noc z czystym, przewianym powietrzem po przejściu frontu atmosferycznego. Niestety na takie dobrodziejstwa nawet się nie zanosiło i trzeba się było cieszyć z faktu, że cokolwiek widać i jakoś zmagać z panującymi utrudnieniami. A tych wbrew pozorom trochę było. Na pierwszym miejscu postawiłbym wysokie temperatury. Ciepłe noce, z temperaturami powyżej 20 stopni to zmora matryc w aparatach cyfrowych.

Perseid nad Pogórzem Rożnowskim

Perseid nad Pogórzem Rożnowskim (D700, Falcon 14mm, F/2.8, 30s, iso 1600).

Prawie zapomniałem jak mocno potrafi szumieć w takich warunkach mój leciwy już nikon D700. Po pierwszych ujęciach byłem wręcz zaskoczony ilością szumu w postaci kolorowych kropek, jakie można było zauważyć na zdjęciach. O ile w podejściu fotograficznym nie jest to jakiś problem, to myśląc o przyszłym timelapsie byłem załamany. Po części winę za ten szum poza samą temperaturą ponosił również Księżyc, a raczej jego brak. Bez jego pomocy, aby na zdjęciach było cokolwiek widać, musiałem podnieść czułość i wydłużyć maksymalnie czas naświetlania. To oczywiście wpływało bardzo negatywnie na jakość zdjęć. Samo niebo też nie było łatwo fotografować, głównie za sprawą zanieczyszczenia światłem. Kilka upalnych dni praktycznie bez wiatru zdecydowanie zmniejszyło ogólną widoczność za dnia. Ta specyficzna mgiełka i pył widoczny w powietrzu bardzo sprzyjały rozświetleniu w nocy znacznej części nieboskłonu przez każde, nawet niewielkie źródło światła.

Perseid Gródek nad Dunajcem

Bolid nad pomostem w Gródku nad Dunajcem (D700, Falcon 14mm, F/2.8, 25s, iso 2000).

Spadają!

I tak te kilka nocek upłynęło na wpatrywaniu się w niebo i na mniejszej lub większej walce z warunkami. Oczywiście widziałem więcej Perseidów niż się udało sfotografować. Dziwnym trafem aparat zawsze był skierowany nie w tę stronę, w którą być powinien. Znając życie pewnie mieliście podobnie. To chyba taka reguła obowiązująca przy fotografowaniu meteorów. Dlatego najlepiej zautomatyzować proces fotografowania, a samemu delektować się nocnym niebem i wypatrywaniem rozbłysków na niebie. Aż wstyd się przyznać, ale nie posiadam jeszcze leżaka na tę okoliczność. Po tegorocznych obserwacjach obiecałem sobie, że koniecznie będę musiał zmienić ten stan rzeczy przy najbliższej okazji. Kolejnym wnioskiem i postanowieniem zarazem jest większe wykorzystanie najszerszego obiektywu, jaki mam, czyli rybiego oka. W tym roku praktycznie wcale nie wykorzystałem jego potencjału używając go tylko i wyłącznie z bezlusterkowcem. W połączeniu z jego matrycą APS-C uzyskałem umiarkowany szeroki kąt zamiast pełnoprawnego diagonalnego rybiego kadru, jaki mogłem mieć z dużej matrycy D700.
Podsumowując mam mieszane uczucia. Z jednej strony wiem, że kilka rzeczy mogłem zrobić inaczej. Z drugiej strony cieszę się z tych warunków, jakie były i z tego, co udało mi się fotografować. A trochę tego było. Ta część Was, która śledzi mnie na facebooku już widziała niektóre z tych kadrów. Oczywiście były to tylko screenshoty z telefonu z jotpegów najsłabszej jakości generowanych przez aparat. Mam nadzieję, że wywołane rawy wyglądają lepiej niż te wglądówki prezentowane na moim profilu.

A co myślicie o tym, żebym częściej umieszczał taki pogląd moich kadrów w trakcie fotografowania wraz z parametrami i histogram tak jak to miało miejsce ostatnio? Są w jakiś sposób pomocne takie wglądówki?

Piotr Potępa

Podobało się? Poleć lekturę znajomym! Polub Nightscapes na Facebooku! Masz jakieś pytania lub sugestie odnośnie tematu który powinienem poruszyć? Skomentuj lub napisz do mnie maila.

Może Ci się również spodoba